Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 lutego 2014

znów góry :)

dzisiaj będą głównie obrazki. Znów wybrałam się na zorganizowaną wycieczkę w góry z przewodnikiem. Bardzo fajnie było w górach dzisiaj, piękna, słoneczna pogoda i piękna wędrówka z fajnymi ludźmi.

Niestety, wycieczka zakończyła się zgrzytem - pracownicy prywatnego parku krajobrazowego chcieli od nas pieniądze. Podobno 70% naszej trasy wiodło przez tereny parku, trudno powiedzieć, bo żadnych tablic nie widzieliśmy. Wynikła z tego sprzeczka, wielu uczestników wycieczki buntowało się przeciwko anektowaniu przestrzeni na prywatne parki, przewodnik dostał po twarzy, pieniędzy w końcu nie zapłaciliśmy, a jeden z uczestników wycieczki, nagrywający całe zajście stracił telefon.

Trudno mi oceniać całe zdarzenie, bo nie wszystko rozumiałam i widziałam. Ale jakoś mi się to wpisuje w ogólny klimat buntowania się ludzi przeciwko bogatszej części społeczeństwa, która korzysta z wielu przywilei i za pomocą pieniędzy jest w stanie kupić wszystko, nawet przychylność rządu.
I nawet, jeśli z punktu widzenia prawa pobieranie opłat za wejście na teren parku jest legalne, to i tak miejscowe poczucie sprawiedliwości może skłaniać ludzi do kwestionowania tych zasad.

Pracownica parku tłumaczyła, że daje on zatrudnienie miejscowym ludziom, i dlatego warto płacić za wstęp i korzystać z usług miejscowych przewodników. Tłumaczyła to chęcią poprawy sytuacji miejscowych rolników oraz względami ochrony środowiska (wejścia na teren parku są limitowane).

Jak jest naprawdę i kto ma rację - trudno powiedzieć, zwłaszcza, że emocje poniosły obie strony sporu.

Ja zaś zatrzymuję pod powiekami to, co najważniejsze.

tradycyjne śniadanie - rosół z kością




grenadilla - wygląda jak mózg kosmity, ale jest pyszna




poniedziałek, 27 stycznia 2014

tejo i góry

dużo piszę tutaj o pracy, więc dla odmiany będzie o czymś innym ;-)

w ubiegły czwartek poszliśmy z wolontariuszami grać w tejo. To tradycyjna, bardzo popularna gra kolumbijska. Polega na rzucaniu metalowymi krążkami (zwanymi tejo, czyt. teho) do skrzynek (bramek) wypełnionych gliną. W środku bramki znajduje się metalowa obręcz, na której umieszcza się cztery papierowe trójkąciki z materiałem, który głośno eksploduje przy trafieniu weń tejo. Dodatkowe punkty zdobywa się też za umieszczenie tejo w środku okręgu. Miejsce do gry w tejo ma każda wioska, w Bogocie są natomiast kluby tejo, czyli hangary z kilkoma torami, głośną muzyką i niewygórowanymi cenami - trzeba po prostu kupić pół skrzynki lub skrzynkę piwa. W naszym "klubie" między bramkami były też pisuary, zabezpieczone odpowiednio siatką, żeby spadające tejo nie wyrządziło nikomu krzywdy.

Było fajnie, zwłaszcza kiedy cała sala gratulowała nam i klaskała przy trafieniu (eksplozji), i już najbardziej, kiedy mnie udało się jeden jedyny raz spowodować wybuch :-) Po raz kolejny przekonałam się, jak miło Kolumbijczycy przyjmują cudzociemców. Fajnie też obserować skupienie na twarzy graczy i niemal baletowe pozy, jakie przyjmowali przy wyrzucaniu krążków.




W niedzielę wybrałam się też z jedną z wolontariuszek, fantastyczną Amerykanką, na spacer w góry. Dołączyłyśmy do grupy z przewodnikiem, i myślę, że będę co jakiś czas się z nimi wybierać na wycieczki. Grupa ciekawa, trochę Kolumbijczyków, kilkoro cudzoziemców, średnia wieku ok. 40, przy czym zaniżałyśmy ją my ;-) Biolodzy, geolodzy, lekarze, tłumacze ale i pracownicy call center, ogólnie bardzo mili i chętni do wędrowania.

Trasa była ciekawa zarówno historycznie, jak i przyrodniczo. Dużą jej część pokonaliśmy tzw. szlakiem królewskim, czyli brukowaną drogą jeszcze z czasów hiszpańskich. Wyobrażałam sobie kawalkady koni i Simona Bolivara zmierzających do Bogoty. Część z niego prowadziła przez tzw. las mglisty, czyli dość typowy dla kolumbijskich Andów niskopienny las, z drzewami porośniętymi poroślami. Ich bujny rozwój możliwy jest dzięki wysokiej wilgotności powietrza.


Obawiałam się, że nie będę mogła oddychać z powodu wysokości (weszliśmy z wysokości 2800 m n.p.m. na 3400), ale jedynym, co zapierało mi dech w piersiach, były cudne widoki.
Trochę się też roztkliwiałam nad niektórymi roślinkami. Natura tworzy fantastyczne desenie i kompozycje. Strome zbocza porośnięte paprociami i innymi roślinami uświadomiły mi też, skąd się bierze zamiłowanie do ozdabiania fasad budynków zielenią.