odkąd wróciłam z Kolumbii, albo precyzyjniej - po ponadrocznym doświadczeniu, powiedzmy, oświatowym, coraz bardziej interesuję się szkolnictwem.
w Lublinie wpadła mi w ręce "Anna Karenina" Tołstoja. Do tej pory kojarzyłam ją jedynie z wątkiem występnej miłości, i nie ciekawiła mnie zbytnio. Ale - otworzyłam i wessał mnie świat carskiej Rosji, lepszych sfer, ziemian, arystokratów, oficerów i urzędników dworskich. Świat intryg, kojarzonych małzeństw, ale i bardzo plastycznych charakterów. Sporo tam też krytyki społecznej, m.in "papierowej" administracji w wykonaniu Karenina, w której brzmią podobne tony, jak w krążącym po facebooku artykule o "gównianej pracy".
I na deser - postać Lewina, ziemianina - pasjonata, który polemizuje z popularnymi w XIX w. teoriami społecznymi, sam szukając sposobów na poprawę losu chłopów. Książki jeszcze nie doczytałam, zostawiłam Lewina w momencie urzeczywistniania projektu uczynienia chłopów udziałowcami folwarku, by zachęcić ich do lepszej pracy.
Podniesienie zamożności ludności jest bowiem zdaniem Lewina warunkiem postępu społecznego.
Oto cytat:
"Dwa dni temu spotkałem babę z niemowlęciem i zapytałem ją, dokąd idzie. Odpowiedziała mi: Do znachorki, chłopiec drygotki dostaje od krzyku, zaniosłam go na leczenie. Spytałem ją, jak znachorka leczy ową drygotkę, jak się wyraziła kobiecina. A stawia dziecko na kur grzędę i coś przy tym powtarza.
[...] Mnie taka kuracja przypomina właśnie leczenie braków u ludu za pomocą szkół. Lud jest biedny i nieoświecony - widzimy to równie dobrze, jak baba widzi drygotkę, ponieważ dziecko krzyczy. Ale w jaki sposób na tę biedę, nędzę i ciemnotę mają pomóc szkoły, jest tak samo niepojęte jak to, dlaczego na drygotkę mają pomóc kury na grzędzie? Trzeba szukać rady na to, co sprawia, że lud jest w nędzy. [...] Nie szkoły tu pomogą, ale taki ustrój ekonomiczny, przy którym lub będzie zasobniejszy, będzie miał więcej wolnego czasu - a wtedy będą już i szkoły".
Dlaczego ten cytat mnie zaciekawił? bo jest w kontrze do powszechnego przekonania, że zapewnienie równego dostępu do edukacji pozwoli na zniesienie nierówności społecznych.
Pewnik ten może wieść na manowce, takie jak chociażby inflacja dyplomów uczelni wyższych z jaką moim zdaniem mamy do czynienia w Polsce.
Czy Lewin ma rację? trudno na to pytanie odpowiedzieć, nie popadając w "gdybanie". Ale warto mieć je w głowie, żeby nie popaść w schematyczne myślenie. Chociażby dlatego, że samo wykształcenie nie gwarantuje obecnie dobrze płatnej pracy, czy w Polsce, czy w Hiszpanii.
Ja zaś ciekawa jestem, czy Lewin zrealizuje swoją utopię. Zostało mu na to jeszcze jakieś 300 stron.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 lutego 2015
sobota, 19 listopada 2011
poniedziałek, 14 listopada 2011
Dotykanie świata
Przez chwilę zastanawiałam się nad zmianą nazwy bloga.
Dlaczego - odpowiedź jest prosta. Z szacunku dla pana Marka Kamińskiego, jego osiągnięć, tego i tego i szczególnie tego.
Wymyślając nazwę dla bloga, nie znałam jeszcze książki "Dotykanie świata Marka Kamińskiego", wywiadu z wspaniałym podróżnikiem, i niezwykle mądrym człowiekiem. "Dotykanie świata" było rozwinięciem tej myśli, i wydawało się dobrze oddawać moje nastawienie do podróży, tych małych i tych dużych. Kiedy jednak wpisałam to hasło w Google - znalazłam informację o książce. Można więc powiedzieć, że dzięki blogowi, a właściwie niefortunnej historii z jego nazwą, sięgnęłam po nią. Być może będzie to pierwsze z fascynujących "spotkań", jakie umożliwi mi ten blog. Blog, który nie tylko ma być zapisem rzeczy przeszłych, ale też zapisem podróży do siebie.
Czytam tę książkę i nie mogę się oprzeć wzruszeniu, jakie odczuwam niekiedy, gdy ktoś pięknie i prosto mówi o rzeczach, które ja zaledwie przeczuwam. Dziękuję za to.
Moje doświadczenie jest znikome w porównaniu z panem Markiem Kamińskim. Ale zostaję jednak tutaj. Pozostawiam sobie moje małe, własne dotykanie świata.
A to duże, Panamarkowe, niech będzie inspiracją, by nie ustawać w szukaniu swego środka świata.
Dlaczego - odpowiedź jest prosta. Z szacunku dla pana Marka Kamińskiego, jego osiągnięć, tego i tego i szczególnie tego.
Wymyślając nazwę dla bloga, nie znałam jeszcze książki "Dotykanie świata Marka Kamińskiego", wywiadu z wspaniałym podróżnikiem, i niezwykle mądrym człowiekiem. "Dotykanie świata" było rozwinięciem tej myśli, i wydawało się dobrze oddawać moje nastawienie do podróży, tych małych i tych dużych. Kiedy jednak wpisałam to hasło w Google - znalazłam informację o książce. Można więc powiedzieć, że dzięki blogowi, a właściwie niefortunnej historii z jego nazwą, sięgnęłam po nią. Być może będzie to pierwsze z fascynujących "spotkań", jakie umożliwi mi ten blog. Blog, który nie tylko ma być zapisem rzeczy przeszłych, ale też zapisem podróży do siebie.
Czytam tę książkę i nie mogę się oprzeć wzruszeniu, jakie odczuwam niekiedy, gdy ktoś pięknie i prosto mówi o rzeczach, które ja zaledwie przeczuwam. Dziękuję za to.
Moje doświadczenie jest znikome w porównaniu z panem Markiem Kamińskim. Ale zostaję jednak tutaj. Pozostawiam sobie moje małe, własne dotykanie świata.
A to duże, Panamarkowe, niech będzie inspiracją, by nie ustawać w szukaniu swego środka świata.
Subskrybuj:
Posty (Atom)